No i stało się! :-) Przeczytałem "Vademecum ojca" Janusza
Korwin-Mikke... Mogę się teraz podzielić wrażeniami.
Zanim podejmiemy decyzję o przeczytaniu ww. wymienionej pozycji
warto najpierw odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
"Kim jest osobnik uznający że:
1. Istnieją bardzo wyraźne różnice pomiędzy kobietą i mężczyzną
predestynujące ich do pełnienia całkowicie odmiennych i wyraźnie
okreslonych (aczkolwiek znakomicie się uzupełniających) ról w
społeczeństwie?
2. Rolą mężczyzny wynikającą z jego cech jest bycie głową rodziny
i zapewnienie opieki członkom rodziny jako osobnikom zdecydowanie słabszym
3. W zamian za opiekę roztaczaną przez mężczyznę żona winna jest mu
bezwarunkowe posłuszeństwo oraz zapewnienia dzieciom miłości i tego
czego nie może zapewnić im ojciec?
A. Jest prawdziwym mężczyzną
B. Jest męską szowinistyczno-seksistowską świnią
Jeśli odpowiemy (nawet z oporami) że A, to spokojnie możemy książkę
przeczytać. Jeśli B to dajemy sobie spokój, żeby się nie denerwować.
Ewentualnie robimy jeszcze inny test: Pytamy żony, czy w zamian za
opiekę i wsparcie Naszego silnego męskiego ramienia gotowa jest nam być
posłuszna i bez szemrania spełniać nasze polecenia?
Jeśli odpowie że tak, to książkę czytamy i stosujemy w życiu codziennym
wszystkie zawarte w niej rady. Jeśli z kolei odpowiedzi oczekujemy
zamknięci w łazience, żeby nie sprawdzić na własnej skórze do czego
naprawdę służy "wałek do ciasta", albo czas oczekiwania umila
nam gwizd
przelatujących obok talerzy, to z czystym sumieniem możemy książkę dać
do przeczytania żonie i oddać się pod jej opiekę :-)
Jeśli ostatecznie zdecydowaliśmy się przeczytać ww. pozycję, to i tak
nie koniec dylematów...
No chyba że jesteśmy prawdziwym konserwatystą, bądź bardzo pragniemy nim
zostać - wtedy czytamy od dechy do dechy i bez dyskusji stosujemy w
praktyce to co z niej wyczytamy.
Jeśli jednak jesteśmy "skażeni" innymi poglądami (tak jak ja na
ten
przykład), to potrzebna będzie kartka i ołówek, oraz wiedza na temat
kilku ciekawych pojęć, takich jak: sinusoida, sofizmat, socjotechnika,
poprawność polityczna...
W jakim celu? Otóż poglądy autora mogą wywołać w Naszym mózgu rodzaj
umysłowej sinusoidy: Od szczytu całkowitej i entuzjastycznej aprobaty do
dołka kompletnej negacji i zastanawiania się czy autor przez przypadek
nie jest "mądry inaczej" (będąc poprawnym politycznie).
W naszym mózgu może zrodzić się "dysonans poznawczy", który
będzie
jęczał i kwiczał, żeby go zredukować. Możemy wpaść w socjotechniczną
pułapkę "autorytetu" - skoro zgadzamy sie w pełni z ilomaś
poprzednimi
wnioskami, to dlaczego mamy nie zgodzić się z tym który uważamy za
kontrowersyjny? Skoro autor ma rację w tylu sprawach to pewnie i w tej
ma... Jeśli nie wpadniemy w taką pułapkę i zaczniemy sie zastanawiać nad
stawianymi tezami, to aż się prosi żeby wykazać że są to sofizmaty...
Tylko gdzie tkwi haczyk? :-)
No ale sam autor wyraźnie nastawia sie na taki odbiór książki (jak pisze
pożyteczna jest lektura, przy której można powiedzieć: "Nie zgadzam
się"! i przemyśleć problem samemu)...
No dobra dosyć tego fizolowania :-)
Przejdźmy do książki: Czyta sie świetnie.
Pierwsze spostrzeżenie: Dzieci bez względu na to czy Korwina, czy moje,
czy zaciekłej feministki sprawiają te same problemy :-) Stąd w książce
JKM zajmuje się rzeczami, obejmującymi tematycznie lekko liczą 90%
postów na grupie. Jak kąpać dziecko, jak je leczyć, czy kłaść do
łóżka,
czy nie, co powinno czytać, jak się bawić. JKM mógłby być świetnym
dyskutantem na tej grupie :-)
No i ma szóstkę potomstwa, więc pisze z pozycji praktyka. (Wiem, manie
dzieci nie jest warunkiem wystarczającym, żeby być dobrym rodzicem, ale
na pewno jest warunkiem koniecznym :-) )
Stalker
P.S. Na razie nie wiem jak z konkretnymi przykładami na grupę, bo
książka zawiera wyraźny zakaz publikowania fragmentów bez zgody
wydawnictwa...
--
Hania 2004-03-08, Antek 2006-07-07
http://picasaweb.google.pl/TomaszLaczkowski